|
Plan
Gdy tylko niebezpieczeństwo minęło od razu zalałam Marcella gradem pytań: -Marcello jak? Nie wyczuł nas? Nie widział? Poszedł po resztę? Marcello tylko wzdrygnął ramionami: -A nie możemy do tego wrócić później? - spytał -Nie -Ok. Mogę być niewidzialnym - rzucił Zatkało mnie. Niewidzilnym? I dopiero teraz mi to mówi??? -To czemu od razu nie weszliśmy głównym wejściem? -Ponieważ nie mogę być niewidzialnym w ruchu - opdarł i dodał - Idziemy? Spojrzałam na Lenę i Leith'a: -Wiedzieliście? - a oni tylko wzdrygnęli ramionami
. . .
Nie kończące błąkanie się po korytarzach dało nam się we znaki. Bolały mnie nogi, zresztą głowa też . Moglibyśmy tak błądzić godzinami gdymy Leith nie oznajmił: -Czekajcie, mam pomysł! - on ma pomysł! Po 2 godzinach on sobie wpada na pomysł! Leith cofnął się i skupił. Po chwili zmnienił się wilkołaka: -Kopjujesz mój image! - oburzyła się Lena Leith wyraźnie wywrócił oczami. Odwrócił się plecami do nas i zaczął coś węszyć. Gdy tylko ruszył, instynktownie ruszyliśmy za nim. Ja biegłam po prawej ścianie. Z gracją i lekkością. Lena, zwariowana dziewczyna, zwinnie biegła po suficie. A Marcello podłogą. Natknęliśmy się kilka razy na te potwory ale Marcello nas wszystkich osłaniał. Wreszcie dotarliśmy do jakiejś komnaty. Marcello zostawił nas na chwilę, by stać się niewidzialnym i pójść rzucić okiem. No i wtedy usłyszeliśmy kroki. ŁUP O fakinszit! - zaklęłam w myślach. Teraz gdy Marcella nie ma na pewno nas przyłapią ŁUP Rany... Marcello, pośpiesz się... - błagałam go w myślach łUP Już czuję smród. Ale jest bardziej intensywny... Dwóch??? Nie. Pięciu... ŁUP Zaraz nas zobaczą. - Nie widzą nas... nie zobaczą... - błagałam w myślach ŁUP - Nie ma na tu... - szeptałam
Cisza
Wychyliłam zza ramion głowę. Nie ma ich! Poszli! -Hura! Udało mi się! - krzyknęłam, wstałam i wtedy jeden z potworów rzucił się na mnie i obalił na ziemię. Głośno zaryczała, i otworzył szczękę. Lena chciała mi pomóc ale ją też zaatakowali. Niezdążyła zmnienić się w wilkołaka i ją gdzieś zabrali. Leith'a zresztą też. A ja zostałam sama z tym czymś... Wtedy zauważyłam sztylet u jego boku. - Aha! - pomyślałam. Wzięłam sztylet i cisnęłam nim w plecy potwora. Zawył rozpaczliwie ale nie puścił mnie tylko zranił pazurami w ramię. Prawie odsłonił mi skórę do kości. lewe ramie zostało wyrzucone z gry. Wtedy wrócił Marcello i odpchnął bestię po czym zabił wyrywając serce z piersi. Popatrzył na mnie, rozejrzał się. po chwili był przy mnie i przyglądał się mojemu ramieniu -Co z innymi? - usłyszałam jego głos -Nie wiem. Gdzieś ty był? - spytałam a raczej załkałam -Tam było mnóstwo drzwi. Ale teraz - pojawił się prze demną, potym jak obandażował mi ramię ( ciekawe, że w takich chwilach zawsze znajdzie się ktoś z bandażem ) - wiem gdzie ta mała jest -Niespotkałeś po drodze Aurelii? Zaprzeczył ruchem głowy i pomógł mi wstać: -Ona... - zaczęłam - ona ma co innego do roboty, tak? Inną misję? -Nie skąd, tylko... -Co? -Aurelia... ona jest... zawsze nie przewidywalna, choć sama wszystko przewiduje. Może teraz podsłuchuje z innymi co chcą zrobić z Leną i Leith'em? Nie wiem... Na chwilę zapadła cisza. Symboliczna, bo oboje wiedzieliśmy, że kłamał. A Lena i leith mogli liczyć teraz tylko na siebie samych. -Może.. - chciałam zasugerować żeby iść, odbić ich ale Marcello mi przerwał: -Zapomnij. Po to tu przyszli. Aby ciebie chronić. A ty masz inne zadanie Westchnęłam. Polubiłam czarnowłosą, nadpobudliwą Lenę i gadatliwego chińczyka, Leith'a. -Jak znajdziemy ją... to wrócimy po nich, zgoda? - zapytałam poważnym tonem -Oczywiście. A teraz - znów znikł i pojawił się przy drzwiach. Otworzył je - panie przodem -A strażnicy? -Nie ma ich tu - upewnił mnie i ruszyliśmy powolnym krokiem w drzwi do następnej sali pełnej ogromnej ilości drzwi... Głosuj (0)
wampirka 15/05/2010 13:15:35 [Powrót] Komentuj
|