|
|
Rozdział VII Dywersja
Ciemność. Głucha cisza. Tylko ja i moja podświadomość coś tu działają. Nie mogę patrzeć na to. Na śmierć. Uciekam. Biegnę ale stoję w miejscu. Boję się. Naprawdę się go boję. Boję się Emry'ego...
Doszłam do tego bardzo szybko zanim Aurelia nie zatrzymała tego. Wystarczyła sekunda a straciłam całą pewność siebie. Cały uśmiech, radość...
-Kim ty jesteś?! - krzyknęłam - Tropicielem? Akurat! Aurelia! Chłopaki! Lena! Zróbcie coś!
A oni stali i smutno patrzyli na mnie
-Wy... wiedzieliście o tym? Od początku? O jego mocach! I mi nie powiedzieliście???!!!
-No tak, pogódź się z tym wreszcie i choćmy ratować tę małą... - westchnął Isidore
Spiorunowałam go wzrokiem. Czy on był nie poważny???
-Ważne, że żyjesz - dodała Aurelia
-A co? Mogłam nie przeżyć???
-Sama chciałaś - przerwał mi Emry
-Sam... sama?! Tak, no... może ale nie żebyś mnie narażał na śmierć!
-Musiałem spróbować - dodał i znikł
-Gdzie on polazł? - zdziwiłam się
-Na polowanie - wyjaśniła Lena - a swoją drogą to ty też mogłabyś z nami...
-Prędzej umrę z głodu! - odcharknęłam
-Ok. To zaczekamy na niego i robimy dywersję...
. . .
Kiedy Emry już wrócił obmyśleliśmy plan. Nie miałam czasu na fochy ale jak skończymy, to się zobaczy. Miałam razem z Leith'em, Marcellem i Leną iść pod fosą:
-Pod fosą? - zdziwiłam się, kiedy Aurelia to oznajmiła - Czyli pod wodą? Ale ja nie umiem...
-Umiesz - upewniła mnie
Kolejna zagadka: skąd mnie znają?
Za to Aurelia razem z Isidore'm i Emry'm miała wejść górą. Nie wiem dlaczego ja nie mogłam iść z nimi. Wolałam to niż...:
-To kto pierwszy? - zapytał podekscytowany Leith
-Nurkować? - zdziwiłam się
-Ja! Ja chcę pierwsza! - Lena jak dziecko wskoczyła do wody
-Ekh, ekh... - usłyszałam głos Marcella - chyba twoja kolej
-Ekh, ekh - naśladowałam go - chyba nie - ale i tak Leith mnie wepchnął. Muszę dodać, że wyciągnę z tego odpowiednie, prawne konsekwencje. Od kiedy niby kobiety mają pierwszeństwo? No, tak. Od zawsze.
Najpierw przepłyneliśmy pod murami zamku ale potem w wodzie była jakaś krata i Lena musiała je przegryźć. Zmnieniając się przedtem w wilkołaka. To było trochę przerażające. A najdziwniejsze w tym jest to, że przybierając z powrotem wygląd człowieka miała na sobie to samo, całe ubranie.
Kiedy już wszyscy wyszliśmy z tej przeklętej wody, ( umiem pływać, kto by przypuszczał? Aurelia jak zwykle miała rację ) ruszyliśmy korytarzem. Jego ściany były z kamieni, a po bokach były świeczniki. I tak było ciemno i strasznie. Zimno i w ogóle okropnie. Nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki. Albo jakieś huki:
-To na pewno te potwory - powiedziała Lena
Nie zamierzałam się z nią sprzeczać bo wiedziałam, że ma jako jedyna w grupie, najlepszy słuch.
-Szybko! - rzucił Marcello - schowajcie się za mną.
Nie wiedząc o co mu chodzi, posłusznie schowałam się z pozostałymi za nim. Potwór zbliżał się w naszą stronę. Teraz mogłam mu się przyjrzeć. Wyglądał strasznie. Jakby wilkołak, którego potrącił pijany kierowca. Na serio. Miał ciemną, gęstą sierść a dotego ostre pazury, które piłował, ocierając nimi o kamienne ściany aż iskierki widziałam. Do tego mlaskał i strasznie śmierdział. A jak łupał.
ŁUP
Zbliża się. Godzina śmierci jest blisko. Czy Marcello wie co robi? Czy mu dostatecznie ufam?
ŁUP
Już widzę tunel a na jego końcu światło. " babciu, czy to ty? "
ŁUP
Coraz bliżej. Zaraz będzie nas dzielić tylko pół metra. Na pewno nas widzi. A jak nie to czuje nasz zapach. Plecy mnie bolą od tego schylenia. Mam nadzieję, że Marcello wie co robi. Matko Boska dopomóż...
ŁUP
Zatrzymał się obok nas. Dlaczego nas nie atakuje? Wzywa innych? Może umieją rozmawiać telepatycznie?
Popatrzył się na nas. A raczej w moją stronę. Pociągną nosem. Drugi raz. Nie wytrzymam, jeśli nie on to ja zaatakuję. Już chcę ruszyć ale Leith mnie zatrzymuje. Kiwa głową przecząco i pokazuje abym siedziała cicho.
ŁUP
Szybko wróciłam do wroga. Ale wilkołak już idzi. Poszedł. Nie wyczuł nas? Nie widział? Jak to? Czyli Matka Boska istnieje? A może to zasługa Marcella?
wampirka 16/01/2010 14:12:12 [Powrót] Komentuj
|
|
|
|
|